"Dobrze, dobrze, źle"
(lipiec 200?, Targowa 80)
Piotr Kopik, Ivo Nikić, Karol Radziszewski
„Struwwelpeter” – Piotr Kopik
Bajki, żyjącego w XIX wieku Heinricha Hoffmana, są rodzajem błyskawicznego i szokującego sposobu na wychowanie i umoralnienie. Żadne tam zawoalowane treści, ukryte oddziaływania terapeutyczne. Po prostu; nie jadł zupy-umarł, bawiła się zapałkami-spaliła się, ssał kciuka-obcięli mu go. Terapia wstrząsowa. Przyczyna- skutek.Oczywiście wiemy, że to nie takie proste. Świat może nie jest tak skonstruowany. Wszystko się różnie składa. Jednak obowiązują normy i logika. Ludzie różnie kombinują, ale żeby naprawdę kombinować trzeba podlegać normom i logice. A jak tu złożyć siebie. Odwieczny problem i potrzeba: ocalić siebie przed zasadami. Inaczej czujesz jak rytm kolejnych scen przycznowo-skutkowych kawałkuje cię. Nie nadążasz się składać i jesteś jak Struwwelpeter, tytułowy bohater, monstrum wystawione na pośmiewisko (bo nie strzygł włosów i nie obcinał paznokci).Kiedy z prac ułożymy obrys człowieka , obrazki z Hoffmanna układają się w nowe bajki. Powstają nowe treści. Oby tak samo prawdziwe jak te logiczne.
„Szpitalna szafka” – Ivo Nikić
Pomysł projektu „Szpitalna szafka” powstał po rozmowie z lekarzem pracującym na ostrym dyżurze. Okazało się, że częstymi pacjentami są ludzie w przedziale wiekowym 35-60 lat, którzy przychodzą z trudnymi do usunięcia ciałami obcymi w odbycie. Na samym początku byłem zaskoczony desperacją i pomysłowością ludzi co do doboru samych przedmiotów
(zwierząt!) ich seksualnego zaspokojenia. Potem dowiedziałem się, że te przedmioty są przechowywane w szpitalu w specjalnej szafce. Szpitalna szafka jest zbiorem odzyskanych obiektów, które służą wykładom medycznym i po które czasami wracają pacjenci. Anegdota lekarska okazała się fascynująca. Zdecydowałem się stworzyć taką szafkę szpitalną, zawierającą dokładnie takie same obiekty jak oryginał. ”Szpitalna szafka” dosłownie opowiada historie „dobrze, dobrze, źle”.
„Be my fantasy” – Karol Radziszewski
Wakacje nad jeziorem. Opalam się. Obserwuję niewinne zabawy i wygłupy kolesi na dmuchanym pontonie. Całkowicie nieświadomi swojej erotyczności. Poprosiłem kilku o pozowanie do zdjęć – od razu się zgodzili, właściwie żadnych pytań. Pozowali radośnie, prężyli się i uśmiechali, nieświadomi zupełnie kontekstu w jakim zostaną umieszczeni. Jednocześnie, przez kilka dni nagrywałem ich ukrytą kamerą podczas beztroskich zabaw na plaży. Takie polowanie. Jak paparazzi. Mili chłopcy. Szkoda, że hetero.
|